#TBT It's Britney, bitch - 11 lat "Gimme More"
Wpisany przez Hinami   

altIt's Britney, bitch - tymi pięknymi słowami 11 lat temu Britney Spears powitała wszystkich fanów, prezentując swój najnowszy utwór Gimme More. I choć część osób miała okazję usłyszeć kawałek już podczas pamiętnego Video Music Awards 2007, to właśnie 20 września tego samego roku odbyła się oficjalna premiera legendarnej piosenki. Singiel zapowiedział piąty album artystki - Blackout - który tak jak on sam jest mroczny i elektryzujący, a słuchając go, nie da się podpierać ścian.

Brit zaczęła pracę nad utworem już w 2006, będąc w ciąży ze swoim drugim synem Jaydenem Jamesem. Tak jak za sporą część Blackoutu, i za ten kawałek odpowiada Danja, genialny producent, który wcześniej był "w cieniu" szeroko znanego Timbalanda. Jednak o tworzeniu utworu w zeszłorocznym wywiadzie dla The Fader (powstałym z okazji dziesięciolecia płyty) więcej opowiedziała jego druga autorka, Keri Hilson: Jeśli chodzi o Gimme More, to zdarzyło się to w studiu Conway - Danja miał już zrobiony beat w swoich słuchawkach, a my się relaksowaliśmy. Ja zaczęłam śpiewać “Gimme gimme, gimme, gimme gimme." To było takie proste! Myślę, że to właśnie Jim Beanz [przyp. red. współautor i producent wokali] wprowadził tekst It's Britney, bitch. Wszyscy w studio żartowaliśmy, pamiętam gdy powiedziałam mu "Idź i dorzuć to do tekstu. Zrób to." Pamiętam, że Jim był trochę sceptyczny co do tego i obawiał się, jak Britney to poczuje. Ale ja pomyślałam coś w stylu "Tak właśnie się poczuje!" Po prostu chcieliśmy, żeby podzieliła nasze zdanie o tym nagraniu. Miała to, co nazywam "pieprzeniem na potęge." Pchnęliśmy ją do tego. A "pieprzenie na potęgę" jest właściwie wtedy, gdy artysta robi coś śmiałego, w stylu "wiem, że to nie jest do końca normalne i wiem, że to nie przez to mnie kochają, ale pieprzyć to."

Utwór do internetu wyciekł jeszcze w sierpniu i wtedy też Danja potwierdził, że właśnie on zostanie pierwszym singlem. Ponoć to zaszczytne miejsce miało zająć Toy Soldier, Hot As Ice bądź Get Back, my jednak się cieszymy, że to właśnie Gimme More promowało pierwszą od czterech lat płytę artystki. Kawałek jest genialny nie tylko rytmicznie, wokalnie, ale również lyricznie i idealnie wpasował się w klimat tamtych "ciemnych" lat Britney. Załamanie nerwowe, rozwód, zgolenie głowy, a to wszystko, w tym przewidywany koniec kariery czy nawet życia gwiazdy, opisywane w mediach "słychać" nie tylko na albumie, ale i w tym hicie. Utwór opowiada o chorej fascynacji ludzi życiem Brit, jak wszyscy chcą "więcej i więcej", lecz Britney powraca i jest gotowa grać w tę medialną gierkę. A It's Britney, bitch - otwierająca Gimme More fraza to prawdziwa definicja przetrwania, powrotu i odwagi, a po latach znak rozpoznawczy naszej gwiazdy. Znacie bardziej kultowe hasło? Bo my nie.

Jednak po tak przebojowym utworze spodziewano się równie mocnego teledysku. To co otrzymaliśmy daleko odbiega od naszych oczekiwań... Video kręcono przez dwa dni w jednym z klubów w Los Angeles. Akcja teledysku rozpoczyna się i... kończy w jednym miejscu - klubie nocnym, gdzie centralnym punktem jest rura do tańca. Najpierw, widzimy Britney w blond peruce, siędzącą wraz z przyjaciółkami przy barze. Dziewczyny obserwują ciemnowłosą tancerkę wijącą się przy rurze, którą również okazuje się Britney! Istnieją dwie wersje klipu: ocenzurowana i taka, w której tańcząca Brit pozbywa górnej części odzienia... Niestety w obu wersjach taniec Britney jest mało efektowny... Nie dołujmy się jednak, przecież wszyscy wiemy, że miało to wyglądać inaczej. Oryginalna koncepcja, pomysłu samej Brit, nie spodobała się jej wytwórni płytowej, Jive Records. Firma odmówiła funduszy na realizację klipu! Britney nie poddała się jednak. Wyłożyła z własnej kieszeni okrągłe 40.000 dolarów. Część nakręcono właściwej koncepcji nagręcono, a pewne sceny z oryginalnego klipu wyciekły kilka lat temu. Domniemaną fabułę video Gimme More przeczytacie po polsku na naszej stronie TUTAJ.

Podobnie jak teledysk, jedyny występ promujący utwór, ale i całą płytę, nie wywołał efektu "wow." Tak więc pierwszy i ostatni performance z tej ery, który miał miejsce na gali VMAs 2007, jest czasem uznawany za najgorszy w karierze Britney. Dzień wcześniej gwiazda ostro imprezowała, ponoć na scenie była pijana, nie chciała skorzystać z usług fryzjera, nie ubrała pełnego stroju, a w pewnym momencie nie chciała nawet wejść na scenę. To miał być wielki powrót, a tym samym premierowy występ z Gimme More. Niestety po gali Britney stała się pośmiewiskiem, a performance komentowano wszędzie, szydząc z piosenkarki. Krytyka spadła na taniec, playback i jej dodatkowe kilogramy... Jednak show naprawdę zapisało się w pamięci ludzi i jest po prostu kultowe, fani go uwielbiają, a mimo wszystkich niedociągnięć, uważają za perfekcyjny. Bo rzeczy, które zapisują się w historii nie muszą być wybitnie dobre, ważne by nam się dobrze kojarzyły, a przecież nic bardziej nie poprawia humoru i nie zachęca do zabawy niż ten legendarny beat i oczywiście It's Britney, bitch ;)

Mimo mało widowiskowego teledysku i tylko jednego występu promocyjnego piosenka świetnie poradziła sobie na listach przebojów i najważniejszej z nich - Billboard Hot 100. Utwór tam dotarł do 3 pozycji co było w tamtym momencie największym osiągnięciem Brit od jej debiutu ...Baby One More Time. Do tej samej pozycji dotarł również na UK Singles, a numerem jeden był w Kanadzie i na liście US Dance Club Songs. Podsumowując: Gimme More znalazł się w pierwszej dziesiątce w 18 krajach świata. Dostał też nominację do International Dance Music Awards w kategorii Najlepsza Popowo-Dance'owa Piosenka, niestety na nominacji się zakończyło. Jeszcze jako ciekawostkę dorzucimy, że piosenka doczekała się aż... 30 oficjalnych remixów.

Komentarze (8)add comment

Rico :

0
Lubię Get Back.
23:17 - 20.09.2018

b :

0
Gimme more jest epickie
09:07 - 21.09.2018

koballo :

koballo
Idealny wybór singla na rozpoczęcie ery Blackout. Aż trudno sobie wyobrazić, jak mogłaby wyglądać ta era, gdyby Britney nie przechodziła wtedy załamania.
11:25 - 21.09.2018

Konrad :

Persephone
Koballo nie byłoby tej ery. Ten album wziął swój początek z tamtych przeżyć Britney. Bez nich płyta wyglądałaby inaczej.
14:45 - 21.09.2018

Marq :

0
Jak dotąd jest to mój najbardziej lubiany kawałek
15:04 - 21.09.2018

Joan :

0
Kiedyś byłam zaskoczona i szczęka mi opadla. Dziś bez gimmie more nie mogę żyć i nie było by Britney bez gimmie more
19:19 - 21.09.2018

reniFerka :

0
Od tego momentu pokochałam Bryśkę i jestem z nią do dziś smilies/cool.gif
09:22 - 22.09.2018

pimpineliusz :

0
smilies/wink.gif dodaj koballo ze powinna jak elvis wsysac 11 tabletek dziennie po 3 razy

a jak nie zadziala to szpryca od dentysty smilies/tongue.gif
12:54 - 22.09.2018

Napisz Komentarz
pomniejsz | powiększ

busy