Onet: Subtelna Dojrzałość "Britney Jean" [Recenzja]
Wpisany przez Belle   

Jasnowłosa gwiazda ma za sobą najtrudniejsze czasy. Nie biega już z ogoloną głową i nie bierze ślubów w Las Vegas. Za chwilę zawita do "miasta rozpusty" ze swoim specjalnym show, mając w kontrakcie sto wystawnych koncertów w Planet Hollywood Resort & Casino rozpisanych na dwa lata. Niemal w przededniu tego wydarzenia prezentuje nam swoją nową płytę. I bez dwóch zdań jest to znakomity zestaw.

94138-original

 
***

Przygotowania do pierwszego albumu Britney po przekroczeniu trzydziestki ruszyły w zeszłym roku, kiedy piosenkarka była jeszcze jurorem w amerykańskim "X Factorze". Początkowo wymieniano nazwiska różnych producentów, którzy mieliby się zająć tym materiałem, dopiero jednak, gdy przebojem w listopadzie stał się "Scream & Shout" Will.i.ama z jej udziałem, stało się jasne, że to on będzie odpowiadać za realizację projektu. To było znakomite posunięcie - co by nie powiedzieć o czarnoskórym producencie, ma on niezwykły wręcz talent do łączenia muzyki tanecznej i chwytliwego popu. Nic więc dziwnego, że za jego sprawą Britney wsparli w nowych utworach najmodniejsi przedstawiciele obu gatunków.

"Britney Jean" zaczyna się w perfekcyjny sposób - Alien wprowadza nas w łagodny sposób w klimat płyty, łącząc lekko zdubowany rytm z tęsknym śpiewem wokalistki. Nic w tym dziwnego - wszak za nagraniem stoi William Orbit, brytyjski spec od progresywnego house’u, odpowiedzialny za słynny "Ray Of Light" Madonny. Podobne brzmienia wracają właściwie dopiero pod koniec albumu. To utwór Passenger, który jest efektem kompozytorskiego talentu Katy Perry i producenckich zdolności Diplo. Tym razem z głośników uderzają kołyszące breaki - a tuż za nimi ostre riffy rockowej gitary. Na tej bazie rozlega się zdecydowany śpiew Britney, otoczony kosmicznymi syntezatorami. "I've never been a passenger/Though, I never knew how good it would feel" – deklaruje z przekorą w głosie piosenkarka.

Znany z singla Work Bitch otwiera segment klubowych piosenek. To jeden z najlepszych utworów na płycie. Kiedy w 45 sekundzie nagrania eksploduje rozwibrowany bas - staje się jasne, że mamy do czynienia z tanecznym hymnem, swego rodzaju "I Feel Love" Donny Summer na miarę XXI wieku. I do tego ten ironiczny tekst: "You want a hot body?/You want a Bugatti?/You want a Maserati?/You better work bitch!". Po prostu - seks w czystej postaci! Bliżej szalenie popularnej w Ameryce stylistyce EDM lokują się trzy kompozycje, w których palce maczał David Guetta - It Should Be Easy, Body Ache i Til It’s Gone. I trzeba przyznać, że mają one wszystko, aby doprowadzić gigantyczny rave do ekstazy: od dźwięcznych motywów piano, przez rozwibrowane loopy, po warczące basy. Warto jednak zwrócić uwagę, jak brzmi tutaj głos Britney - jest w nim dyskretnie ukryty smutek, co w kontraście z euforyczną muzyką robi kapitalne wrażenie.

***Czytaj Więcej***

Jasnowłosa gwiazda ma za sobą najtrudniejsze czasy. Nie biega już z ogoloną głową i nie bierze ślubów w Las Vegas. Za chwilę zawita do "miasta rozpusty" ze swoim specjalnym show, mając w kontrakcie sto wystawnych koncertów w Planet Hollywood Resort & Casino rozpisanych na dwa lata. Niemal w przededniu tego wydarzenia prezentuje nam swoją nową płytę. I bez dwóch zdań jest to znakomity zestaw.

94138-original

***

Przygotowania do pierwszego albumu Britney po przekroczeniu trzydziestki ruszyły w zeszłym roku, kiedy piosenkarka była jeszcze jurorem w amerykańskim "X Factorze". Początkowo wymieniano nazwiska różnych producentów, którzy mieliby się zająć tym materiałem, dopiero jednak, gdy przebojem w listopadzie stał się "Scream & Shout" Will.i.ama z jej udziałem, stało się jasne, że to on będzie odpowiadać za realizację projektu. To było znakomite posunięcie - co by nie powiedzieć o czarnoskórym producencie, ma on niezwykły wręcz talent do łączenia muzyki tanecznej i chwytliwego popu. Nic więc dziwnego, że za jego sprawą Britney wsparli w nowych utworach najmodniejsi przedstawiciele obu gatunków.

"Britney Jean" zaczyna się w perfekcyjny sposób - Alien wprowadza nas w łagodny sposób w klimat płyty, łącząc lekko zdubowany rytm z tęsknym śpiewem wokalistki. Nic w tym dziwnego - wszak za nagraniem stoi William Orbit, brytyjski spec od progresywnego house’u, odpowiedzialny za słynny "Ray Of Light" Madonny. Podobne brzmienia wracają właściwie dopiero pod koniec albumu. To utwór Passenger, który jest efektem kompozytorskiego talentu Katy Perry i producenckich zdolności Diplo. Tym razem z głośników uderzają kołyszące breaki - a tuż za nimi ostre riffy rockowej gitary. Na tej bazie rozlega się zdecydowany śpiew Britney, otoczony kosmicznymi syntezatorami. "I've never been a passenger/Though, I never knew how good it would feel" – deklaruje z przekorą w głosie piosenkarka.

Znany z singlaWork Bitch otwiera segment klubowych piosenek. To jeden z najlepszych utworów na płycie. Kiedy w 45 sekundzie nagrania eksploduje rozwibrowany bas - staje się jasne, że mamy do czynienia z tanecznym hymnem, swego rodzaju "I Feel Love" Donny Summer na miarę XXI wieku. I do tego ten ironiczny tekst: "You want a hot body?/You want a Bugatti?/You want a Maserati?/You better work bitch!". Po prostu - seks w czystej postaci! Bliżej szalenie popularnej w Ameryce stylistyce EDM lokują się trzy kompozycje, w których palce maczał David Guetta - It Should Be Easy, Body Ache i Til It’s Gone. I trzeba przyznać, że mają one wszystko, aby doprowadzić gigantyczny rave do ekstazy: od dźwięcznych motywów piano, przez rozwibrowane loopy, po warczące basy. Warto jednak zwrócić uwagę, jak brzmi tutaj głos Britney - jest w nim dyskretnie ukryty smutek, co w kontraście z euforyczną muzyką robi kapitalne wrażenie.

Tik Tik Boom to dowcipny ukłon piosenkarki w stronę "czarnych" brzmień. Tym razem sięga ona po dudniący ciężkimi bitami i przesterowanymi basami nowoczesny trap. Ale i tu nie ma miejsca na proste rozwiązania - kontrapunktem dla ekspresyjnego refrenu i raperskiej wstawki T.I.’a są bowiem wyciszone momenty na zwrotki, w których główną rolę odgrywa... akustyczna gitara. Równie inteligentną aranżację znajdujemy w umieszczonym pod koniec albumu Chillin’ With You. Wszyscy zwracają uwagę, że po raz pierwszy zaśpiewała tutaj siostra Britney - Jamie Lynn. Warto podkreślić jednak również coś innego - że choć to pozornie klasyczna ballada, zostaje osadzona na hip-hopowych bitach i niespodziewanie przełamana trapowym breakiem z seksownym rapem Britney.

Jeśli mowa o spokojnych kompozycjach, to również z wcześniejszego singla poznaliśmy Perfume. To chyba najmniej efektowna kompozycja z płyty - ale i tak może być wzorem jak niekonwencjonalnie realizuje się dzisiaj ballady. O wiele większe wrażenie robi finałowy Don’t Cry. Zwróćcie uwagę na kapitalny początek: nastrojowa gitara, przejmująco gwizdana melodia, podniosłe smyczki - przecież to wypisz-wymaluj cytat z legendarnych soundtracków Ennio Morricone z włoskich spaghetti-westernów. Potem pojawiają się kolejne elementy utworu - i otrzymujemy znakomite R&B z szalenie chwytliwym refrenem. A kiedy Britney śpiewa "This is gonna be our last goodbye" - aż ciarki chodzą po plecach.

Britney Jean to bez wątpienia jeden z najlepszych albumów w całej dyskografii amerykańskiej gwiazdy. Być może część krytyków i fanów oczekiwała, że po przekroczeniu trzydziestki nagra ona bardziej klasyczny zestaw. A tu nic z tego - dziesięć utworów z podstawowego składu albumu bucha taneczną energią i świetnymi melodiami, łącząc w perfekcyjny sposób najlepsze momenty światowego popu i dance’u. Dojrzałość piosenkarki zostaje tu jednak podkreślona - ale w bardzo subtelny sposób. Wystarczy wsłuchać się w śpiew Britney - emanujący z niego nieuchwytny smutek mówi więcej o dramatach, które przeżyła wokalistka niż bądź co bądź lakoniczne słowa z tekstów. I właśnie to zestawienie klubowej ekspresji z melancholijnymi wokalami czyni "Britney Jean" płytą wyjątkową. "Popularność jest mocno związana z samotnością" - wyznała niedawno w naszym wywiadzie Ewa Farna. Amerykańska gwiazda na pewno miałaby na temat jeszcze więcej do powiedzenia. (Ocena 8/10).

Dla Onet.pl: Paweł Gzyl / Dziękujemy Andre!

Komentarze (28)add comment

Konrad :

Persephone
Polscy recenzenci zawsze oceniają dobrze płyty Britney.
20:58 - 2.12.2013

MJ :

0
Przepraszam, że tutaj, ale nie wiem gdzie się odezwać. Próbowałem dokopać się do newsów sprzed kilku dni i odkopać wersję demo Alien, ale niestety maksymalna ilość newsów jakie mogę przeskoczyć to 25smilies/smiley.gif. Mogę prosić o linka do dema? Chciałem przesłuchać jeszcze raz demo, bo nie pamiętam jak brzmiało, ale jak usłyszałem oficjalną wersję to mam wrażenie, że jest jakaś gorsza.

Belle: Proszę: http://britneyspears.pl/opcje-...i-do-sieci
21:04 - 2.12.2013

Nergal88 :

0
dobra recenzja moim zdaniem i rzetelna, a nie taka jaką onet przedstawiał na początku kariery Britney. Cieszę się, że chociąz oceny będą dobre, a jutro pędzę do sklepu smilies/cheesy.gif
21:04 - 2.12.2013

MJ :

0
Onet niech zostawi Britney w spokoju, nie wystarczy im już Natalia Siwiec?smilies/wink.gif
21:07 - 2.12.2013

MJ :

0
Nie mam możliwości edycji komentarzy, a chciałem podziękować za linkasmilies/smiley.gif. Dzięki Bellesmilies/wink.gif
21:07 - 2.12.2013

~Maximuss :

~Maximuss
Nie mogę się doczekać, żeby jutro przesłuchać całego albumu! smilies/smiley.gif Recenzja napawa mnie optymizmem smilies/cheesy.gif
21:11 - 2.12.2013

MoonWalk :

MoonWalk
czemu akurat recenzja onetu znalazła się na głównej? bo była pozytywna czy tylko dzięki autorowi? smilies/wink.gif
21:23 - 2.12.2013

Billy :

Billy
W pełni się zgadzam z tą recenzją. Niektórzy mogą tego nie dostrzegać, ale ten album jest najbardziej dojrzałym krążkiem Britney. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Cieszę się z kilku ballad. Mój ulubiony utwór to Till It's Gone. Marzę, żeby był kolejnym singlem.
21:23 - 2.12.2013

Touch of My Hand(ŁuKaSz) :

Łukasz89
Ja wczoraj przesłuchałem album i jestem pod wrażeniem. Bardzo mi się podoba.
21:41 - 2.12.2013

Ewelina1 :

0
~Maximuss - zazdroszczę, że odsłuchasz jutro. Mnie kilka tygodni temu ostrzeżono, że mam się trzymać z daleka od przecieków i nie kupować płyty, bo znajdę ją pod choinką w Wigilię smilies/wink.gif i muszę jakoś wytrzymać, a 24 będę miała ogromną frajdę odsłuc**jąc większość nieznanych mi piosenek smilies/smiley.gif
21:44 - 2.12.2013

MaksŁódź :

0
A ja jutro do pracy na 6 idę i odrazu otworzę kartony z dostawą i wyciągnę płytę,a zakupię o 14 po pracy smilies/cheesy.gif
Zobaczymy jaką ilość przyśląsmilies/smiley.gif
21:49 - 2.12.2013

Leila :

Leila
Billy - a dlaczego uważasz, że to najbardziej dojrzały krążek?
21:52 - 2.12.2013

MaksŁódź :

0
Leila może dlatego,że żaden nie był dojrzały smilies/tongue.gif smilies/tongue.gif

21:55 - 2.12.2013

Leila :

Leila
Mi chodzi o konkretne powody, argumenty dlaczego?
21:58 - 2.12.2013

Holly :

Freak_Girl
Nie zgodzę się z tym, że jest to najlepszy album w karierze Britney. Jest to po prostu "dobra" płyta. Nigdy nie wywoła we mnie emocji i uczuć takich jak "Blackout" i "In the zone", ale zaczęłam nawet lubić tę płytę, wkręca się z czasem. Zdjęcia z bookletu są ''osobiste'' jak i większość tekstów, wszystko w jakiś sposób jest spójne i tworzy całość, nie tak jak w "Circus", czy "Femme fatale" (gdzie jak dla mnie przynajmniej) wszystko jakby znalazło się przez przypadek . Jest dobrze, ale czekam na to ''lepiej" smilies/smiley.gif
21:59 - 2.12.2013

Matiz :

MatiSimek
Maks, a In The Zone?
22:01 - 2.12.2013

pawel FANBRIT :

0
ja dziś cały przesłuchałem, super album!
22:02 - 2.12.2013

MaksŁódź :

0
Owszem,można powiedzieć,że jak na pop i taką artystkę to ona była dojrzała. Może właśnie za wiele wymagam od Brit,żeby dostać dojrzałą płytę,może In the Zone to była największa dojrzałość,w końcu to komercyjna muzyka...Nie wiem,może Blackout nie wieje dojrzałością,ale cała otoczka,która temu towarzyszyła wskazuje jak dla mnie,że tam Brit było najwięcej.
22:05 - 2.12.2013

Iskand :

0
Co do "Don't cry", to mają rację smilies/grin.gif
22:19 - 2.12.2013

Caro. :

0
W tym radio Britney co jest u Was na stronie jest teraz Britney Jean puszczana, od razu je wyłączyłam, jak tylko usłyszałam coś nowego smilies/tongue.gif
22:27 - 2.12.2013

Billy :

Billy
Leila, po tym jak Brit wydała Circus i Femme Fatale, na nowym krążku wreszcie słychać normalny głos Britney i to nie w jednej piosence, ale przez większość płyty! Myślę, że dziewczyna zrozumiała, że 'wiewiórka' to nie wszystko. Brzmienie albumu jest akuratne jak na jej wiek.
Niestety ubolewam, że Brightest Morning Star nie znalazło się w standardzie, jest dużo lepsze od Perfume. Zdecydowanie bardziej doceniłem album właściwie po przesłuchaniu bonusów.
22:30 - 2.12.2013

Leila :

Leila
No powiem, że Twoja argumentacja mnie ani trochę nie przekonała ale rozumiem i szanuje smilies/grin.gif
22:36 - 2.12.2013

rafal :

0
Billy- w jakich piosenkach słyszysz normalny głos Britney? Nie pytam złośliwie ale dla mnie tylko 2 piosenki nie są przesadnie przerobione i mam tutaj na myśli "alien" i "perfume"
22:40 - 2.12.2013

Wiolex :

0
Zakupiłam dzisiaj w brytyjskim hmv (premiera dzisiaj) deluxe edition (bo prawdopodobnie tylko taka wersja wyjdzie) i ku mojemu zdziwieniu na okładce wyczytałam cytuję "dystrybucja w Polsce..."smilies/shocked.gif Lecą po kosztach czy jak?smilies/grin.gif
22:44 - 2.12.2013

Wiolex :

0
Btw dla mnie nb 1 jest bezsprzecznie 'Till it's gone... mimo że nie lubię Britney w takim wydaniu to utwór powalił mnie na nogismilies/cool.gif
22:47 - 2.12.2013

Billy :

Billy
Gdzie słyszę w miarę normalny głos Britney? Jest wiele fragmentów w utworach np. w Till It's Gone, Chillin with You, Don't Cry, BMS, HOT. Chyba słychać, że Brit to Brit, nie to co np. w Radar, czy w Piece of Me.
23:34 - 2.12.2013

MoonWalk :

MoonWalk
Niem ato jak doszukiwać się głębi tam, gdzie jej po prostu nie ma. Autor, jak na ironię przystało, oparł swój werdykt na brzmieniu wokalu Brit, którego oczywiscie nitk od 8-9 lat nie słyszał? smilies/cheesy.gif Nieźle...
23:53 - 2.12.2013

Pinokio :

Pinokio
Nie przesadzasz z tym 8-9? Parę razy wydała z siebie głos pozniej smilies/wink.gif(dosłownie parę) Onet po prostu jest promotorem tej płyty, to co ma pisac?
10:24 - 3.12.2013

Napisz Komentarz
pomniejsz | powiększ

busy